Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 2

"- Właśnie rozstałam się z chłopakiem i nie mam zamiaru wracać po walizkę, w której, w sumie mam tylko ciuchy, które mogę odkupić po powrocie do polski. - rzekłam jednym tchem, jak gdyby nie było to nic wielkiego.
- Ok. Myślę, że zdążysz jeszcze kupić bilety. Zarezerwujemy? - Nachylił się nade mną. Uniosłam brew, zdziwiona jego gestem. Czy nie mógł normalnie wstać? Bezsilnie pomachałam głową i podniosłam się."


Chłopak otworzył przede mną drzwi do swojego apartamentu. Droga z plaży do tego miejsca nie była krótka, także zdążyliśmy się trochę poznać. Chłopak wszedł za mną do pomieszczenia i poprosił, abym usiadła na miękkiej, beżowej kanapie, do której dosunięty był metalowy stolik, na którym leżał laptop. Po zamknięciu drzwi usiadł koło mnie i wziął urządzenie na kolana. Szybko wszedł na stronę linii lotniczych i zarezerwował bilet.
- Gotowe. - Zamknął laptopa i odłożył go z powrotem na stolik.
- Teraz mamy czas dla siebie. - dodał klepiąc się w kolana otwartymi dłońmi i posyłając w moją stronę pogodny uśmiech. Uniosłam brew, odwzajemniając gest chłopaka. Podniosłam się z mebla, przeciągając się, stając na palcach, zaciskając pięści.
- To co robimy? - mruknęłam ucieszona jego propozycją. Co prawda nie była ona jasna i konkretna, jednak wiedziałam, że w głowie chłopaka już kłębią się ciekawe pomysły.
- Możemy... - Wstał i za pomocą dwóch miękkich, spokojnych kroków znalazł się przy mnie. - iść na plaże. - skończył.
- Tak, to świetny pomysł. - burknęłam poirytowana. Przecież przed chwilą wróciliśmy z tego miejsca.
- A masz lepszy? - spytał, uśmiechając się z wyższością i opadając na duży, obity beżowym zamszem fotel.
- Nie. - ucięłam stojąc nad nim. Przewróciłam oczyma, wodząc wzrokiem po kuchni w poszukiwaniu butelki wody. Cmoknęłam zadowolona z siebie, kiedy odnalazłam ją. Nie pytając nikogo o pozwolenie podeszłam do blatu i wzięłam plastikowe opakowanie, prawą ręką przykładając je sobie do ust.
- Może chciała byś się przebrać? - Jaś uniósł głowę wcześniej spuszczoną, aby mógł wygodnie spoglądać na ekran swojego telefonu. Oczywiście, że chciała bym się przebrać. Uczucie spoconych po całym dniu ubrań opinających moją skórę od dłuższego czasu zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych. Ale skąd on miał damskie ubrania u siebie?
- Tak. - Kiwnęłam głową lekko zmieszana całą sytuacją, jednak Janek najwidoczniej nie wyczytał nic z mojego wyrazu twarzy i poszedł do swojej sypialni, jak gdyby każdy facet zabierał ze sobą na wakacje drugą walizkę pełną damskich ciuchów. Po chwili wyszedł z pokoju, w ręku niosąc białą bluzkę z czarnym nadrukiem "Ok, but first coffee" oraz szorty w czarno-białe paski.
- Proszę. - podszedł do mnie uśmiechnięty, wręczając mi tekstylia i ruchem ręki wskazując na łazienkę, w której miałam się przebrać. Po niestarannym kiwnięciu głową udałam się do wymienionego wcześniej pomieszczenia. Przy zrzucaniu z siebie ubrań w mojej głowie zaczęły kłębić się niepotrzebne myśli. Przecież fakt, że chłopak miał pod ręką dziewczęce ubrania nie jest niczym dziwnym, tak? Nad czym ja się zastanawiam...Pedofil? A może przyjechał tylko na dziwki, za przeproszeniem?
- Berenika! - usłyszałam donośny, dźwięczny krzyk dochodzący z salonu, na wskroś przeszywający moje ciało. Nadal w samej bieliźnie szybko zaczęłam zakładać na siebie wręczone przez chłopaka ciuchy i pośpiesznie wyszłam z łazienki. Sprężystym krokiem znalazłam się przy drzwiach, celnie wymijając chłopaka. Otworzyłam je przed sobą, stanęłam na korytarzu. Jaś zakluczył drzwi i beznamiętnie spojrzał w moją stronę, uśmiechając się w taki sam sposób. Mimo wszystko jednak wyciągnął rękę, znacząc nią drogę prowadzącą do windy. Nie zaszczycając go spojrzeniem, ruszyłam w jej stronę. Nacisnęłam przycisk, stając na przeciwko metalowych, zatrzaśniętych drzwi, opierając obie ręce na kolcach biodrowych. Przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, znudzona czekając na maszynę. Chłopak stanął koło mnie, a na jego usta wpełzł uśmiech. Nie mogłam jednoznacznie stwierdzić, czy był on prawdziwy.

Szli dość długo, dziewczyna zdawała się być coraz bardziej zmęczona, chłopak jednak, zaparcie dążył w stronę plaży.
- Daleko jeszcze? - zapytała, naciągając szelki plecaka jeszcze mocnej. Powłóczyła nogami, niemrawo stąpając kilka metrów za nim.
- Nie marudź. - odpowiedział dziarsko - Już niedaleko. - po kilku minutach wleczenia się, skręcili w nierówną, udeptaną dróżkę spinającą plaże z drogą asfaltową, prowadzącą na wskroś przez sosnowy zagajnik. Kiedy dziewczyna usłyszała fale rozbijające się o skały pełniące role falochronu, jej oczy rozbłysły. Gwałtownie przyśpieszyła kroku, zgrabnie wymijając chłopaka, którego twarz przybrała zdziwiony wyraz. Z niepohamowanej radości wbiegła na plażę. Pustą, naturalną, aczkolwiek składającą się z mniejszych lub większych głazów plażę. Upatrzyła sobie większy kamień, w kilka drobnych, delikatnych, pełnych gracji skoków była przy nim. Zrzuciła z siebie od dawna ciążący plecak, zdjęła szorty oraz bluzkę odsłaniając piękne, aczkolwiek chude ciało. Nie czekając na będącego zaraz za nią chłopaka, będącego już bez koszulki, stojącego na kamieniu, na którym przed chwilą spoczywały jej stopy, lgnęła do wody, niczym komar, wychylając się ostrożnie, aby nie spaść między zdradliwe skały. Chłopak jednak dogonił ją. Znał tę plażę, mógł pozwolić sobie na znacznie szybszy chód. Wymijając dziewczynę, musnął jej biodra, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Udało mu się, jednak kiedy ona obróciła się na jednej stopie, on już był w wodzie.
- Ty wredny. - jęknęła, uśmiechając się szyderczo. Z daleka widziała, że zejście nie jest łagodne, a chłopak, mimo iż był wysoki, już po wykonaniu kilku kroków nie mógł czuć gruntu pod stopami. Skoczyć?
- Skakałeś już kiedyś? - zapytała unosząc brwi, marszcząc czoło. Chłopak kiwnął twierdząco głową po czym wyszedł z wody.
- Z tamtego klifu, widzisz? - rzekł, wskazując palcem na większy głaz. Dziewczyna kiwnęła głową, uśmiechnęła się tajemniczo. Zwróciła się w stronę chłopaka. Dotknęła jego ramienia. Za równo ją, jak i jego przeszedł dreszcz, jednak oboje starali się to ukryć.
- Gonisz. - gruchnęła zabawnie, po czym truchtem ruszyła w stronę owego klifu. Będąc na nim, złożyła ręce, przygotowana do skoku. Jej ciało już miało się wybijać, jednak ręka bruneta wybiła je z rytmu, przez co dziewczyna niezgrabnie wleciała do wody, w efekcie czego jej biustonosz już po chwili pływał niekontrolowanie. Berenika nadal miała w oczach wodę morską, nie mając pojęcia, co się kroi. Chłopak, znacznie szybciej oceniając sytuacje, wleciał do wody, po chwili dumnie dzierżąc w ręku jej stój kąpielowy. Kiedy płynął z nim do brzegu, dziewczyna otworzyła oczy, w mig orientując się, co się dzieję. Mina jej zrzedła, oczy pociemniały.
- Janie! - rozdarła się, mącąc panującą ciszę. Brunet miał nadzieję, że ocknie się, kiedy on zdąży już wyjść z wody, grubo się pomylił. Dziewczyna sunęła z gracją w jego stronę, niczym ryba. On jednak zdążył wyjść. Wyciągnął do niej język, głupio się uśmiechając. Wyglądał iście kretyńsko.
- Oddaj to, kołku. - mruknęła. Złość, którą przeszyte były jej słowa, nie zrobiła wrażenia na Jasiu.
- Wyjdź z wody to ci to oddam. - uśmiechnął się cwanie, bawiąc się stanikiem.
- Nie. - rzekła oschle, krzyżując ręce na piersi.
- Ok. - kiwnął głową, nie interesując się niczym wokół.
Po niecałych dziesięciu minutach, białowłosa ugięła się Korzystając z nieuwagi chłopaka, który leżał obok biustonosza, ręką chroniąc oczy przed słońcem, po cichu wyszła z wody, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Podeszła do niego, chwytając górę stroju i w szaleńczym pędzie wracając do wody, tym razem nie dbając o odgłosy wydawane przy każdym ruchu, a było i nader dużo.
Janek poderwał się momentalnie, zdążył zauważyć kawałek zakrytej ręką piersi dziewczyny, potem zniknęła w wodzie, mierząc go na wskroś przeszywającym ciało spojrzeniem.
- Masz przekichane. - mruknęła złowrogo.

-----------------------------------------------------
Siemakno, mordencje moje kochane!
Jak wam mijają wakacje? Mam nadzieję, że dobrze. I informuję, że w dniach 15-22 sierpień jestem na obozie siatkarskim, toteż w w/w dniach po rozdziałach nie zobaczycie ani śladu. Cóż... O! Powiedzcie mi jeszcze, jakie książki cytacie w wakacje :) U mnie króluje "Wiedźmin". I jeszcze jedno pytanie: bardziej podoba wam się pierwszo- czy trzecioosobowa narracja?

KOMENTARZE KARMIĄ WENĘ!
1 KOMENTARZ = 3 ROZDZIAŁ

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 1

- Jesteś cholerną dziwką! - krzyknął, nie mogąc opanować złości. Jego kości policzkowe uwydatniły się, przez zaciśniętą szczękę. Miał nienaturalnie napięte mięśnie, a jego żyły były zdecydowanie zbyt widocznie. Jego szare na co dzień oczy pociemniały, zwęziły się pod wpływem narastającego w nim uczucia nienawiści do mojej osoby.
- Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą w ten sposób, skurwysynie. - warknęłam twardo, starając się zachować pozory opanowanej, prostolinijnej dziewczyny. Pod wpływem impulsu wzięłam leżący na stojącej obok mnie komodzie wykonanej z ciemnego, zaimpregnowanego drewna z metalowymi wykończeniami, gwałtownym ruchem zakładając go. Jednym, sprężystym krokiem znalazłam się przy drzwiach, zamaszyście naciskając na klamkę. Nie obserwując jego ruchów wyszłam z pomieszczenia, zostawiając drzwi szeroko otwarte, nie chcąc zbudzić gości hotelu.
- Nie wrócę tam - mruknęłam sama do siebie stojąc przed drzwiami do potężnego budynku. Szybko zdjęłam z siebie plecak, kreśląc nim półkole wokół mojej osoby. Jednym, zwinnym ruchem odpięłam go. Już po chwili obie ręce szukały w nim rzeczy, które mogą się przydać.
- Nie wrócę tam - powtórzyłam uparcie, zdając sobie sprawę, że w aktualnej sytuacji musiała bym to zrobić. Butelka wody mineralnej, ręcznik, portfel, krem z filtrem, książka i strój kąpielowy zdecydowanie mi nie wystarczy.  Aczkolwiek, od zawsze byłam uparta, mimo iż w większości sytuacji nie miałam racji. Dziarsko zarzuciłam na siebie plecaczek, sprężystymi ruchami dążąc w stronę kamienistej plaży. Nie mogłam sobie wybrać lepszej pory, nieprawdaż?
Kiedy postawiłam już obie stopy na dość dużym głazie łączącym iglasty las ze skrawkiem plaży, na której było zdecydowanie za dużo ludzi, westchnęłam głośno, chcąc ustalić dalszy plan działania, jednak myśli kłębiące się w mojej głowie, jednogłośnie próbowały mi to uniemożliwić. Zmęczona walką z własnym umysłem wyjęłam z plecaka granatowy ręcznik i podjęłam próby rozłożenia go, co przy mocnym wietrze okazało się być nie lada wyzwaniem. Klękając na materiale zdjęłam z siebie czarny crop-top zakończony frędzlami oraz brązowe szorty z wysokim stanem, ukazując biały, klasycznie wycięty, dwuczęściowy strój kąpielowy. Położyłam się, przez co okulary spoczywające przed chwilą na mojej głowie, opadły na nos, co w sumie mi nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie. Mruknęłam z rozkoszą, próbując cieszyć się letnim wiatrem rozbijającym się na moim ciele, na którym nagle poczułam czyjeś dłonie. Wszystkie moje mięśnie momentalnie się spięły. W panice otworzyłam oczy i zrzuciłam z siebie okulary, które po chwili leżały rozbite obok. Moją talię oraz zgięcie w kolanach oplatały umięśnione ręce chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Brunet, nie puszczając mnie z objęć przesunął nogą mój ręcznik, próbując go logicznie wyprostować na jego docelowym miejscu. Kiedy mnie już położył, nie czekając na zbawienie wstałam gwałtownie, co musiało wyglądać dość spektakularnie, zważając na fakt, że przy przenoszeniu ciężaru ciała na nogi, zachwiałam się, machając rękami.
- Możesz mi wytłumaczyć, co właściwie robisz? - huknęłam zdenerwowana, a cała radość i spokój, który przed chwilą odczuwałam ulotniły się w magiczny sposób.
- To moje miejsce - odparł ze stoickim spokojem rozkładając się w miejscu, gdzie przed chwilą spoczywało moje ciało. Twarz wygięła mi się w mimowolnym grymasie, mający wyrażać niezadowolenie zaistniałą sytuacją. O, nie! Ja nie będę grała w coś takiego. Postawiłam prawą stopę przy ręcznik, w rozkroku podnosząc go z ziemi. Rozłożyłam granatowy kawałek materiału, tak, aby moja głowa spoczywała na torsie chłopaka a reszta ciała na twardej skale.
- Mi pasuję - mruknął zadowolony, kiedy układałam się na jego klatce piersiowej. Westchnęłam, ponieważ ja też nie miałam na co narzekać.
- To moje miejsce. - burknęła niezbyt grzecznym tonem, chcąc nacieszyć się promieniami słonecznymi oplatającymi moją skórę.
- Nie. - podpierając się na łokciach uniósł się powoli, przez co moja głowa w takim samym tempie zaczęła osuwać się w kierunku jego krocza. Orientując się, co się dzieje, wstałam ze zniesmaczoną miną.
- Nie potrafisz usiedzieć w miejscu? - warknęłam zniesmaczona jego zachowaniem. Chłopak pokręcił głową, unosząc kąciki ust. Powodem jego rozbawienia najwyraźniej było moje zachowanie, jednak nie wiedziałam, co on widzi w nim śmiesznego. Z uśmiechem, który od dobrych kilku sekund nie zniknął z jego twarzy wrócił do pozycji leżącej i lekko poklepał się po klatce piersiowej dając mi do zrozumienia, że znów mogę się na nim położyć. Spuściłam głowę nie chcąc, aby brunet zauważył uśmiech, który mimowolnie wpełzł na moje usta. Zgięłam kolana i okręciłam się płynnie, wracając do poprzedniej pozycji. Westchnęłam, zakładając obie ręce za głowę w ten sposób, że chłopak miał mój łokieć przed nosem.
- Jaś. - chwycił moją rękę sprawiając, że znowu leżała na moim brzuchu. Przewróciłam oczyma.
- Berenika. - drugą rękę jednak ułożył na swoim torsie. Nie protestowałam. W tej sytuacji, ciepło drugiego człowieka było przeze mnie wręcz pożądane.
- Jaś... - mruknęłam zażenowana swoją obecną sytuacją. Tylko on był człowiekiem, do którego mogłam się zwrócić o jakąkolwiek pomoc. Chociażby, żeby poinformował mnie, kiedy wylatuje.
- Tak? - spytał uśmiechnięty, niczym niezrażony, po prostu cieszący się chwilą.
- Kiedy wyjeżdżasz? - spytałam, po czym ze świstem wypuściłam z siebie powietrze stwierdzając, że dobrze to rozegrałam.
- Dzisiaj pod wieczór mam samolot. - stwierdził bez chwili zwątpienia.
- Myślisz, że mogę się jeszcze załapać?
- Na co? - burknął zdziwiony.
- Na samolot.
- Możesz mi powiedzieć coś więcej? - zdenerwowałam się. Po co mu, do cholery te informacje? Nie może po prostu jasno odpowiedzieć na moje pytanie?
- Właśnie rozstałam się z chłopakiem i nie mam zamiaru wracać po walizkę, w której, w sumie mam tylko ciuchy, które mogę odkupić po powrocie do polski. - rzekłam jednym tchem, jak gdyby nie było to nic wielkiego.
- Ok. Myślę, że zdążysz jeszcze kupić bilety. Zarezerwujemy? - Nachylił się nade mną. Uniosłam brew, zdziwiona jego gestem. Czy nie mógł normalnie wstać? Bezsilnie pomachałam głową i podniosłam się.

-----------------------------------------------------
Pierwszy rozdział za nami, mordki.
 I jak, podobały się moje wypociny? Proszę zostaw komentarz pod spodem, to naprawdę pomaga w dalszym pisaniu.
1 KOMENTARZ = 2 ROZDZIAŁ