Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 1

- Jesteś cholerną dziwką! - krzyknął, nie mogąc opanować złości. Jego kości policzkowe uwydatniły się, przez zaciśniętą szczękę. Miał nienaturalnie napięte mięśnie, a jego żyły były zdecydowanie zbyt widocznie. Jego szare na co dzień oczy pociemniały, zwęziły się pod wpływem narastającego w nim uczucia nienawiści do mojej osoby.
- Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą w ten sposób, skurwysynie. - warknęłam twardo, starając się zachować pozory opanowanej, prostolinijnej dziewczyny. Pod wpływem impulsu wzięłam leżący na stojącej obok mnie komodzie wykonanej z ciemnego, zaimpregnowanego drewna z metalowymi wykończeniami, gwałtownym ruchem zakładając go. Jednym, sprężystym krokiem znalazłam się przy drzwiach, zamaszyście naciskając na klamkę. Nie obserwując jego ruchów wyszłam z pomieszczenia, zostawiając drzwi szeroko otwarte, nie chcąc zbudzić gości hotelu.
- Nie wrócę tam - mruknęłam sama do siebie stojąc przed drzwiami do potężnego budynku. Szybko zdjęłam z siebie plecak, kreśląc nim półkole wokół mojej osoby. Jednym, zwinnym ruchem odpięłam go. Już po chwili obie ręce szukały w nim rzeczy, które mogą się przydać.
- Nie wrócę tam - powtórzyłam uparcie, zdając sobie sprawę, że w aktualnej sytuacji musiała bym to zrobić. Butelka wody mineralnej, ręcznik, portfel, krem z filtrem, książka i strój kąpielowy zdecydowanie mi nie wystarczy.  Aczkolwiek, od zawsze byłam uparta, mimo iż w większości sytuacji nie miałam racji. Dziarsko zarzuciłam na siebie plecaczek, sprężystymi ruchami dążąc w stronę kamienistej plaży. Nie mogłam sobie wybrać lepszej pory, nieprawdaż?
Kiedy postawiłam już obie stopy na dość dużym głazie łączącym iglasty las ze skrawkiem plaży, na której było zdecydowanie za dużo ludzi, westchnęłam głośno, chcąc ustalić dalszy plan działania, jednak myśli kłębiące się w mojej głowie, jednogłośnie próbowały mi to uniemożliwić. Zmęczona walką z własnym umysłem wyjęłam z plecaka granatowy ręcznik i podjęłam próby rozłożenia go, co przy mocnym wietrze okazało się być nie lada wyzwaniem. Klękając na materiale zdjęłam z siebie czarny crop-top zakończony frędzlami oraz brązowe szorty z wysokim stanem, ukazując biały, klasycznie wycięty, dwuczęściowy strój kąpielowy. Położyłam się, przez co okulary spoczywające przed chwilą na mojej głowie, opadły na nos, co w sumie mi nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie. Mruknęłam z rozkoszą, próbując cieszyć się letnim wiatrem rozbijającym się na moim ciele, na którym nagle poczułam czyjeś dłonie. Wszystkie moje mięśnie momentalnie się spięły. W panice otworzyłam oczy i zrzuciłam z siebie okulary, które po chwili leżały rozbite obok. Moją talię oraz zgięcie w kolanach oplatały umięśnione ręce chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Brunet, nie puszczając mnie z objęć przesunął nogą mój ręcznik, próbując go logicznie wyprostować na jego docelowym miejscu. Kiedy mnie już położył, nie czekając na zbawienie wstałam gwałtownie, co musiało wyglądać dość spektakularnie, zważając na fakt, że przy przenoszeniu ciężaru ciała na nogi, zachwiałam się, machając rękami.
- Możesz mi wytłumaczyć, co właściwie robisz? - huknęłam zdenerwowana, a cała radość i spokój, który przed chwilą odczuwałam ulotniły się w magiczny sposób.
- To moje miejsce - odparł ze stoickim spokojem rozkładając się w miejscu, gdzie przed chwilą spoczywało moje ciało. Twarz wygięła mi się w mimowolnym grymasie, mający wyrażać niezadowolenie zaistniałą sytuacją. O, nie! Ja nie będę grała w coś takiego. Postawiłam prawą stopę przy ręcznik, w rozkroku podnosząc go z ziemi. Rozłożyłam granatowy kawałek materiału, tak, aby moja głowa spoczywała na torsie chłopaka a reszta ciała na twardej skale.
- Mi pasuję - mruknął zadowolony, kiedy układałam się na jego klatce piersiowej. Westchnęłam, ponieważ ja też nie miałam na co narzekać.
- To moje miejsce. - burknęła niezbyt grzecznym tonem, chcąc nacieszyć się promieniami słonecznymi oplatającymi moją skórę.
- Nie. - podpierając się na łokciach uniósł się powoli, przez co moja głowa w takim samym tempie zaczęła osuwać się w kierunku jego krocza. Orientując się, co się dzieje, wstałam ze zniesmaczoną miną.
- Nie potrafisz usiedzieć w miejscu? - warknęłam zniesmaczona jego zachowaniem. Chłopak pokręcił głową, unosząc kąciki ust. Powodem jego rozbawienia najwyraźniej było moje zachowanie, jednak nie wiedziałam, co on widzi w nim śmiesznego. Z uśmiechem, który od dobrych kilku sekund nie zniknął z jego twarzy wrócił do pozycji leżącej i lekko poklepał się po klatce piersiowej dając mi do zrozumienia, że znów mogę się na nim położyć. Spuściłam głowę nie chcąc, aby brunet zauważył uśmiech, który mimowolnie wpełzł na moje usta. Zgięłam kolana i okręciłam się płynnie, wracając do poprzedniej pozycji. Westchnęłam, zakładając obie ręce za głowę w ten sposób, że chłopak miał mój łokieć przed nosem.
- Jaś. - chwycił moją rękę sprawiając, że znowu leżała na moim brzuchu. Przewróciłam oczyma.
- Berenika. - drugą rękę jednak ułożył na swoim torsie. Nie protestowałam. W tej sytuacji, ciepło drugiego człowieka było przeze mnie wręcz pożądane.
- Jaś... - mruknęłam zażenowana swoją obecną sytuacją. Tylko on był człowiekiem, do którego mogłam się zwrócić o jakąkolwiek pomoc. Chociażby, żeby poinformował mnie, kiedy wylatuje.
- Tak? - spytał uśmiechnięty, niczym niezrażony, po prostu cieszący się chwilą.
- Kiedy wyjeżdżasz? - spytałam, po czym ze świstem wypuściłam z siebie powietrze stwierdzając, że dobrze to rozegrałam.
- Dzisiaj pod wieczór mam samolot. - stwierdził bez chwili zwątpienia.
- Myślisz, że mogę się jeszcze załapać?
- Na co? - burknął zdziwiony.
- Na samolot.
- Możesz mi powiedzieć coś więcej? - zdenerwowałam się. Po co mu, do cholery te informacje? Nie może po prostu jasno odpowiedzieć na moje pytanie?
- Właśnie rozstałam się z chłopakiem i nie mam zamiaru wracać po walizkę, w której, w sumie mam tylko ciuchy, które mogę odkupić po powrocie do polski. - rzekłam jednym tchem, jak gdyby nie było to nic wielkiego.
- Ok. Myślę, że zdążysz jeszcze kupić bilety. Zarezerwujemy? - Nachylił się nade mną. Uniosłam brew, zdziwiona jego gestem. Czy nie mógł normalnie wstać? Bezsilnie pomachałam głową i podniosłam się.

-----------------------------------------------------
Pierwszy rozdział za nami, mordki.
 I jak, podobały się moje wypociny? Proszę zostaw komentarz pod spodem, to naprawdę pomaga w dalszym pisaniu.
1 KOMENTARZ = 2 ROZDZIAŁ

2 komentarze: